Bacznie obserwowałam
zarastającą powoli skórę Agisa.
Niestety guz odrastał i to
coraz większy. Do tego jakby jedna jego odnoga kierowała się wzdłuż kręgosłupa
w kierunku głowy.
Nie wiem, czy odczuwał
ból. Na pewno się zrobił jeszcze bardziej brudny. Niemal codziennie sprzątałam
po nim; na razie tylko z terakoty. Kiedyś mu wykrzyczałam wściekła: ‘Ty rudy s…….synu!
Nim zdechniesz zafajdasz mi całe mieszkanie!’
Nie wiem, czy zrozumiał.
Podejrzewam, że to choroba powodowała te wszystkie niekorzystne zmiany w jego
charakterze; chorzy ludzie też stają się czasem złośliwi. Ja byłam jednak
zmęczona atakami padaczki Alissy, które trwały przez całe lato i we wrześniu
zabrały mi sunię i traktowałam
złośliwości Agisa, jako coś zamierzonego.
Na początku listopada
pojechaliśmy do Lecznicy. Pani Doktor Agata obejrzała dokładnie wychudzonego
kota, który byłby szkieletem obciągniętym zmatowiałym futrem, gdyby go zmoczyć
wodą. Na tym kościstym ciałku sterczał guz – jak wielka ropucha, wielkości
mojej całej dłoni. To kurewstwo urosło tak wielkie przez 4 miesiące….
‘No cóż – powiedziała Pani
Doktor – nie ma co oczekiwać cudów. Jeśli zobaczy Pani, że jego oczy są smutne,
nie ma co czekać z podjęciem decyzji i dalej go męczyć’.
W dniu 15 listopada po powrocie z pracy i nakarmieniu zwierzaków,
usiadłam na kanapie w salonie i Pan Kota wskoczył mi na kolana. Pogłaskałam go
po zdeformowanym grzbieciku, jeszcze raz wyczuwając wszystkie kręgi pod
palcami. Podniósł łepek i popatrzył na mnie. Oczy miał smutne i zrezygnowane.
Zadzwoniłam do Lecznicy i
spytałam, czy mogę przyjść uśpić Agisa.
Pani Doktor Dominika
podała mu zastrzyk usypiający i pozwoliła go postawić na podłodze. Agis zaczął
biegać, ale zastrzyk zadziałał i kot upadł.
Położyłam go na stole i sprzątnęłam podłogę. Pani Doktor nie mogła wbić
się do jego żyły i postanowiła podać zastrzyk w serce. Poradziła, żebym wyszła,
bo to nie będzie miły widok, ale zostałam i gładziłam zmierzwione futerko.
Potrzebne były dwie dawki,
żeby Pan Kota odszedł na swoje wieczne łowiska.
Przywiozłam Agisa do domu
i następnego dnia pan Jurek pomógł mi go pochować obok Misi pod jaśminem.
Kilka miesięcy później
zamówiłam tabliczki dla Alissy II oraz Misi i Agisa.
W Święto Zmarłych na
wszystkich grobach moich czworonożnych przyjaciół palę lampki.
Zapaliłam też kilka miesięcy
temu świeczkę na kominku w pierwszą rocznicę odejścia mojego Rudaska, a
codziennie proszę moje polujące w zaświatach koty, aby miały w opiece moje
aktualne kocie maluchy, żeby się zdrowo chowały.
