Moje koty były
zwierzątkami łownymi. Zwłaszcza Misia, jak to dziewczynka, ale i Agis czasem
przynosił jakąś zdobycz.
Pierwszym łupem Agisa był
jakiś ptaszek, którego upolował w dzień wolny od pracy i przyszedł mi się
pochwalić, gdy jeszcze spałam. Usłyszałam krzyki Ceci z parteru, tupot kocich
łapek na schodach i w mojej sypialni coś pofrunęło; to ptaszek wymknął się kotu
z pyszczka. Nim na wpół ślepo zdołałam trafić do okna, aby je otworzyć i
uratować ptaszynę, kocisko je znów dorwał i wybiegł.
Ceci bardzo się gniewała
na Agisa, że taki krwiożerczy i żałowała ptaszka. Mnie też było szkoda małego
stworzonka, ale kociczek gdzieś posiał swoją obróżkę z dzwoneczkiem i zabawiał
się w wielkiego drapieżnika.
Potem nastała pora myszy.
Kiedyś Agis wskoczył na
otwarty lufcik w kuchni i miał w pyszczku małą myszkę. Czym prędzej zamknęłam
mu lufcik przed nosem (miałyśmy jeszcze
okna tzw. skrzynkowe – zewnętrzne otwierały się na zewnątrz, a środkowe do
wewnątrz) i gdy kota chciał zamiauczeć, żeby go wpuścić, myszka wleciała między
okna. Wpuściłyśmy Agisa do środka i zostawiłyśmy okienko zewnętrzne otwarte.
Myszka jakoś wylazła.
Jakiś czas później,
jesienną porą Misia przyniosła jeszcze żywą myszkę i wypuściła ją w mojej
sypialni. Myszka wlazła pod dywan, a oba koty chodziły po nim, udeptując
podłoże, żeby zdobycz wypłoszyć. W końcu zainterweniowałam, podniosłam dywan, złapałam
myszkę za ogon i wyrzuciłam za okno. Mimo, że padał deszcz, Misia wybiegła na
dwór i po jakimś czasie wróciła cała zmoczona, z jakimś malutkim myszonkiem.
Już nie żył. Położyła go przed Agisem, który w międzyczasie ułożył się spać w
fotelu i popiskiwała, jakby prosząc o pochwałę. Ale Agis, jak to leniwy chłop,
spał w najlepsze i nawet nie otworzył oczu, żeby docenić skromny łup Misi. W
końcu zjadła tego myszonka, ale widać było, że pół radości jej zabrano.
Czasem znajdowałyśmy w
ogrodzie mysie zwłoki bez głów, czasem nawet jakiegoś kreta, a i szczur się
znalazł, ale generalnie nasze koty obywały się bez naszych zachwytów dla ich
łownych talentów i nie przynosiły swoich łupów do domu, jak to inne koty mają
we zwyczaju. Że polowały i były syte, widać było po niewielkim apetycie na
domowe jadło.
Jesienią wysterylizowałam
Agisa, w nadziei, że nie będzie się szwendał po innych posesjach, gdzie
mieszkały kocice i nie będzie dostawał wcirów od innych większych kotów. Bo
Agisek był szczupłym kotkiem i ponieważ dostawał czasem w skórę od Misi,
obawiałyśmy się, że duży wiejski kot może mu zrobić krzywdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz