czwartek, 19 lutego 2015

Misia & Agis






Moje koty były zwierzątkami łownymi. Zwłaszcza Misia, jak to dziewczynka, ale i Agis czasem przynosił jakąś zdobycz.
Pierwszym łupem Agisa był jakiś ptaszek, którego upolował w dzień wolny od pracy i przyszedł mi się pochwalić, gdy jeszcze spałam. Usłyszałam krzyki Ceci z parteru, tupot kocich łapek na schodach i w mojej sypialni coś pofrunęło; to ptaszek wymknął się kotu z pyszczka. Nim na wpół ślepo zdołałam trafić do okna, aby je otworzyć i uratować ptaszynę, kocisko je znów dorwał i wybiegł.
Ceci bardzo się gniewała na Agisa, że taki krwiożerczy i żałowała ptaszka. Mnie też było szkoda małego stworzonka, ale kociczek gdzieś posiał swoją obróżkę z dzwoneczkiem i zabawiał się w wielkiego drapieżnika.
Potem nastała pora myszy.
Kiedyś Agis wskoczył na otwarty lufcik w kuchni i miał w pyszczku małą myszkę. Czym prędzej zamknęłam mu lufcik  przed nosem (miałyśmy jeszcze okna tzw. skrzynkowe – zewnętrzne otwierały się na zewnątrz, a środkowe do wewnątrz) i gdy kota chciał zamiauczeć, żeby go wpuścić, myszka wleciała między okna. Wpuściłyśmy Agisa do środka i zostawiłyśmy okienko zewnętrzne otwarte. Myszka jakoś wylazła.
Jakiś czas później, jesienną porą Misia przyniosła jeszcze żywą myszkę i wypuściła ją w mojej sypialni. Myszka wlazła pod dywan, a oba koty chodziły po nim, udeptując podłoże, żeby zdobycz wypłoszyć. W końcu zainterweniowałam, podniosłam dywan, złapałam myszkę za ogon i wyrzuciłam za okno. Mimo, że padał deszcz, Misia wybiegła na dwór i po jakimś czasie wróciła cała zmoczona, z jakimś malutkim myszonkiem. Już nie żył. Położyła go przed Agisem, który w międzyczasie ułożył się spać w fotelu i popiskiwała, jakby prosząc o pochwałę. Ale Agis, jak to leniwy chłop, spał w najlepsze i nawet nie otworzył oczu, żeby docenić skromny łup Misi. W końcu zjadła tego myszonka, ale widać było, że pół radości jej zabrano.
Czasem znajdowałyśmy w ogrodzie mysie zwłoki bez głów, czasem nawet jakiegoś kreta, a i szczur się znalazł, ale generalnie nasze koty obywały się bez naszych zachwytów dla ich łownych talentów i nie przynosiły swoich łupów do domu, jak to inne koty mają we zwyczaju. Że polowały i były syte, widać było po niewielkim apetycie na domowe jadło.

Jesienią wysterylizowałam Agisa, w nadziei, że nie będzie się szwendał po innych posesjach, gdzie mieszkały kocice i nie będzie dostawał wcirów od innych większych kotów. Bo Agisek był szczupłym kotkiem i ponieważ dostawał czasem w skórę od Misi, obawiałyśmy się, że duży wiejski kot może mu zrobić krzywdę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz