Po odejściu Misi mój
Rudasek zrobił się bardziej towarzyski. Częściej szukał mojego towarzystwa i
układał mi się na brzuchu, gdy półleżąc czytałam książkę. Wchodził, udeptywał
sobie legowisko i nie interesowało go, czy mi wygodnie. A rzadko było wygodnie.
Ale starałam się pamiętać, że Pan Kota nie ma kumpelki, z którą 10 lat
wcześniej zawitał w moje progi, z którą buszowali po ogrodzie i polach i która
niejednokrotnie go odnajdowała zagubionego.
Poza tym chadzał, jak
zwykle swoimi drogami.
Czas płynął, pory roku się
zmieniały.
Po odejściu Misi
zorientowałam się poniewczasie, że moim leciwym już kotom było trudno skakać z
ziemi na parapet kuchni i postawiłam pod oknem ławkę. Agis często z niej
korzystał i siadywał na parapecie oczekując na otwarcie okna, lub wygrzewał się
w przedpołudniowym słoneczku.
Może bywał bardziej
przygaszony, ale kot chodzi własnymi drogami i trudno go zrozumieć.
W lutym 2010 odeszła
Alissa I, a w maju pojawiła się Alissa II. I rozpoczął się cyrk, bo długonoga
psica już na powitanie rzuciła się w pościg po schodach za umykającym Agisem. Podejrzewałam,
że nigdy nie widziała kota i goniła go, bo on uciekał. Trzeba było jednak jakoś
odseparowywać oba zwierzaki. Rozpoczęło się dokładne zamykanie drzwi, żeby kot
i psica nie weszły sobie w drogę. Biedny Pan Kota nie był bezpieczny nawet na
zewnętrznym parapecie, gdyż dla Alissy nie było problemem stanąć na tylne łapy
i go dosięgnąć.
W pewnym momencie
stwierdziłam, że mam dość ciągłej kontroli i postanowiłam skonfrontować moich
pupili: wsadziłam kota do kontenera i postawiłam na jednym końcu werandy, a
Alissę uwiązałam na smyczy do balustrady na przeciwnym końcu. Oba zwierzaki
dzieliło ok. 2 metrów. Na początku Panna Psica się rwała do kota, a on groźnie
warczał w klatce. Po pewnym czasie się
jednak zmęczyli i Alissa usiadła, a Agis ułożył się w swojej klatce obserwując
uważnie przeciwnika. Poczekałam kilkanaście minut i otworzyłam kontener. Pan
Kota wyparadował z niego ( a nie wybiegł) z dumnie podniesioną kitą i oddalił
się w stronę ogrodu. Uwolniona psica nie pobiegła za nim.
I nastąpił wreszcie okres
spokoju.
Alissa często miała ochotę
polizać kota, gdy siedział na stole na werandzie, ale on tylko wyciągał
ostrzegawczo łapkę, nawet bez pazurków i hamował takie niewczesne próby pieszczot.
Nie było między nimi
nadzwyczajnej przyjaźni, jak nieraz widać na obrazkach w Internecie,
pokazujących kota śpiącego między łapami psa. Był wzajemny szacunek i o to mi
chodziło.
W sierpniu 2010 odeszła
Ceci i moje zwierzaki zostawały na 11 godzin same.
Od października
wprowadziła się do jej mieszkania para ukraińska, a ponieważ Wołodia przez
większość czasu nie pracował, mógł mieć baczenie na czworonogi. Leń on jest
pierwszej wody, ale trzeba przyznać, że zwierzęta lubi i troszczy się o nie.
Mój rudy Gisio mógł więc
wychodzić i wchodzić do domu kiedy tylko miał na to ochotę ( o ile Wołodia go
zauważył).
Z końcem grudnia Ukraińcy
wyjechali i zostałam sama z moim stadkiem.
Piesio w zimie przesypiał
dnie na moim łóżku, Alissa miała swoją jurtę na werandzie, a Agis…. No cóż,
jeśli wyszedł z domu i nie wrócił przed moim wyjazdem do pracy, to musiał sobie
gdzieś znaleźć schronienie. Na ogół
siedział w ciągu dnia w domu z Piesiem i obydwoje wyskakiwali jak z procy, jak
tylko otwierałam drzwi.
Agis był czystym kotem i bardzo
ładnie załatwiał swoje lżejsze potrzeby do mojego bidetu, więc nie było
problemu z utrzymaniem porządku.
Jakoś sobie
gospodarzyliśmy tej pierwszej samotnej zimy. Była wyjątkowo sroga, jak na moje
upodobania i w trakcie największych mrozów pilnowałam, żeby Pan Kota wrócił do
domu na noc. Siedziałam na schodach i kiciałam do skutku. Na ogół przychodził
po jakimś czasie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz