czwartek, 19 lutego 2015

Agis





Po odejściu Misi mój Rudasek zrobił się bardziej towarzyski. Częściej szukał mojego towarzystwa i układał mi się na brzuchu, gdy półleżąc czytałam książkę. Wchodził, udeptywał sobie legowisko i nie interesowało go, czy mi wygodnie. A rzadko było wygodnie. Ale starałam się pamiętać, że Pan Kota nie ma kumpelki, z którą 10 lat wcześniej zawitał w moje progi, z którą buszowali po ogrodzie i polach i która niejednokrotnie go odnajdowała zagubionego.
Poza tym chadzał, jak zwykle swoimi drogami.
Czas płynął, pory roku się zmieniały.
Po odejściu Misi zorientowałam się poniewczasie, że moim leciwym już kotom było trudno skakać z ziemi na parapet kuchni i postawiłam pod oknem ławkę. Agis często z niej korzystał i siadywał na parapecie oczekując na otwarcie okna, lub wygrzewał się w przedpołudniowym słoneczku.
Może bywał bardziej przygaszony, ale kot chodzi własnymi drogami i trudno go zrozumieć.

W lutym 2010 odeszła Alissa I, a w maju pojawiła się Alissa II. I rozpoczął się cyrk, bo długonoga psica już na powitanie rzuciła się w pościg po schodach za umykającym Agisem. Podejrzewałam, że nigdy nie widziała kota i goniła go, bo on uciekał. Trzeba było jednak jakoś odseparowywać oba zwierzaki. Rozpoczęło się dokładne zamykanie drzwi, żeby kot i psica nie weszły sobie w drogę. Biedny Pan Kota nie był bezpieczny nawet na zewnętrznym parapecie, gdyż dla Alissy nie było problemem stanąć na tylne łapy i go dosięgnąć.
W pewnym momencie stwierdziłam, że mam dość ciągłej kontroli i postanowiłam skonfrontować moich pupili: wsadziłam kota do kontenera i postawiłam na jednym końcu werandy, a Alissę uwiązałam na smyczy do balustrady na przeciwnym końcu. Oba zwierzaki dzieliło ok. 2 metrów. Na początku Panna Psica się rwała do kota, a on groźnie warczał w klatce.  Po pewnym czasie się jednak zmęczyli i Alissa usiadła, a Agis ułożył się w swojej klatce obserwując uważnie przeciwnika. Poczekałam kilkanaście minut i otworzyłam kontener. Pan Kota wyparadował z niego ( a nie wybiegł) z dumnie podniesioną kitą i oddalił się w stronę ogrodu. Uwolniona psica nie pobiegła za nim.

I nastąpił wreszcie okres spokoju.
Alissa często miała ochotę polizać kota, gdy siedział na stole na werandzie, ale on tylko wyciągał ostrzegawczo łapkę, nawet bez pazurków i hamował takie niewczesne próby pieszczot.
Nie było między nimi nadzwyczajnej przyjaźni, jak nieraz widać na obrazkach w Internecie, pokazujących kota śpiącego między łapami psa. Był wzajemny szacunek i o to mi chodziło.

W sierpniu 2010 odeszła Ceci i moje zwierzaki zostawały na 11 godzin same.
Od października wprowadziła się do jej mieszkania para ukraińska, a ponieważ Wołodia przez większość czasu nie pracował, mógł mieć baczenie na czworonogi. Leń on jest pierwszej wody, ale trzeba przyznać, że zwierzęta lubi i troszczy się o nie.
Mój rudy Gisio mógł więc wychodzić i wchodzić do domu kiedy tylko miał na to ochotę ( o ile Wołodia go zauważył).
Z końcem grudnia Ukraińcy wyjechali i zostałam sama z moim stadkiem.
Piesio w zimie przesypiał dnie na moim łóżku, Alissa miała swoją jurtę na werandzie, a Agis…. No cóż, jeśli wyszedł z domu i nie wrócił przed moim wyjazdem do pracy, to musiał sobie gdzieś znaleźć schronienie.  Na ogół siedział w ciągu dnia w domu z Piesiem i obydwoje wyskakiwali jak z procy, jak tylko otwierałam drzwi.
Agis był czystym kotem i bardzo ładnie załatwiał swoje lżejsze potrzeby do mojego bidetu, więc nie było problemu z utrzymaniem porządku.
Jakoś sobie gospodarzyliśmy tej pierwszej samotnej zimy. Była wyjątkowo sroga, jak na moje upodobania i w trakcie największych mrozów pilnowałam, żeby Pan Kota wrócił do domu na noc. Siedziałam na schodach i kiciałam do skutku. Na ogół przychodził po jakimś czasie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz