czwartek, 19 lutego 2015

Agis - ostatnie łowy





Bacznie obserwowałam zarastającą powoli skórę Agisa.
Niestety guz odrastał i to coraz większy. Do tego jakby jedna jego odnoga kierowała się wzdłuż kręgosłupa w kierunku głowy.
Nie wiem, czy odczuwał ból. Na pewno się zrobił jeszcze bardziej brudny. Niemal codziennie sprzątałam po nim; na razie tylko z terakoty. Kiedyś mu wykrzyczałam wściekła: ‘Ty rudy s…….synu! Nim zdechniesz zafajdasz mi całe mieszkanie!’
Nie wiem, czy zrozumiał. Podejrzewam, że to choroba powodowała te wszystkie niekorzystne zmiany w jego charakterze; chorzy ludzie też stają się czasem złośliwi. Ja byłam jednak zmęczona atakami padaczki Alissy, które trwały przez całe lato i we wrześniu zabrały mi sunię i  traktowałam złośliwości Agisa, jako coś zamierzonego.

Na początku listopada pojechaliśmy do Lecznicy. Pani Doktor Agata obejrzała dokładnie wychudzonego kota, który byłby szkieletem obciągniętym zmatowiałym futrem, gdyby go zmoczyć wodą. Na tym kościstym ciałku sterczał guz – jak wielka ropucha, wielkości mojej całej dłoni. To kurewstwo urosło tak wielkie przez 4 miesiące….
‘No cóż – powiedziała Pani Doktor – nie ma co oczekiwać cudów. Jeśli zobaczy Pani, że jego oczy są smutne, nie ma co czekać z podjęciem decyzji i dalej go męczyć’.

W dniu 15 listopada  po powrocie z pracy i nakarmieniu zwierzaków, usiadłam na kanapie w salonie i Pan Kota wskoczył mi na kolana. Pogłaskałam go po zdeformowanym grzbieciku, jeszcze raz wyczuwając wszystkie kręgi pod palcami. Podniósł łepek i popatrzył na mnie. Oczy miał smutne i zrezygnowane.
Zadzwoniłam do Lecznicy i spytałam, czy mogę przyjść uśpić Agisa.

Pani Doktor Dominika podała mu zastrzyk usypiający i pozwoliła go postawić na podłodze. Agis zaczął biegać, ale zastrzyk zadziałał i kot upadł.  Położyłam go na stole i sprzątnęłam podłogę. Pani Doktor nie mogła wbić się do jego żyły i postanowiła podać zastrzyk w serce. Poradziła, żebym wyszła, bo to nie będzie miły widok, ale zostałam i gładziłam zmierzwione futerko.
Potrzebne były dwie dawki, żeby Pan Kota odszedł na swoje wieczne łowiska.

Przywiozłam Agisa do domu i następnego dnia pan Jurek pomógł mi go pochować obok Misi pod jaśminem.
Kilka miesięcy później zamówiłam tabliczki dla Alissy II oraz Misi i Agisa.
W Święto Zmarłych na wszystkich grobach moich czworonożnych przyjaciół palę lampki.
Zapaliłam też kilka miesięcy temu świeczkę na kominku w pierwszą rocznicę odejścia mojego Rudaska, a codziennie proszę moje polujące w zaświatach koty, aby miały w opiece moje aktualne kocie maluchy, żeby się zdrowo chowały.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz