czwartek, 19 lutego 2015

Agis





Gdy nadeszła wiosna i zrobiło się już cieplej, wszystkie moje zwierzaki zostawały na zewnątrz i biedna Alissa nie czuła się tak osamotniona.
Agis wylegiwał się najczęściej w południowej stronie ogrodu i zjawiał się pod drzwiami wejściowymi, gdy przyjeżdżałam do domu. Zwierzęta nie wadziły się i starały się nie wchodzić sobie w drogę.

W czerwcu wykonałam remont:  oddzieliłam moje piętro od parteru w starej części domu zamurowując schody i przeprowadziłam się do świeżo zorganizowanej kuchni.
Agis miał trochę kłopotów logistycznych, gdyż przywykł do wskakiwania na parapet okna w starej kuchni. Często go widywałam, jak tam wysiadywał, czekając aż mu otworzą. Z czasem jednak przyzwyczaił się do korzystania z moich drzwi.
Latem nie było problemu, bo w ciągu dnia drzwi były uchylone, gdy byłam w domu. Pan Kota więc wchodził i wychodził kiedy chciał. Niestety, również wnosił do środka upolowane myszy, których bezgłowe kadłubki zostawiał na mojej podłodze.
Często znikał na długie godziny i podejrzewałam, że urzęduje w zdziczałym ogrodzie Pana Generała naprzeciw naszej posesji; często pachniał starymi szmatami po powrocie, a wiem, że jakieś wyleniałe piernaty leżały tam na werandzie po ostatnich lokatorach.

W końcu sierpnia udało się w końcu wynająć mieszkanie Ceci w starej części domu. Lokator – Paweł nie miał awersji do kotów, chociaż jego faworytką była Alissa, ze wzajemnością zresztą.

Na urodziny Agisa we wrześniu zakupiłam mu budkę beżowo-brązową, ocieplaną trochę i miałam nadzieję, że będzie z niej korzystał w mieszkaniu i przestanie mi kłaczyć wszystkie meble. Niestety, Rudasek nie zaaprobował swojego domku.
Wystawiłam więc budkę na stół stojący na werandzie w starej części domu i podłożyłam pod nią kocyk, żeby Pan Kota miał schronienie w nocy, jeśli nie zdąży wrócić przed moim zlegnięciem w łożu. Kilkakrotnie widziałam go w tej budce, gdy rano wypuszczałam moje psice na włóczęgę. Więc jednak na coś się przydawała.
Po nocy spędzonej al fresco Agis bardzo chętnie wracał do domu i pokrzepiwszy się jadłem, przesypiał cały dzień w moim łóżku.

I tak mijały nam kolejne dni i tygodnie.

W czerwcu 2012 zostawiłam moją menażerię na tydzień pod opieką młodszej bratanicy oraz jej chłopaka i wybrałam się na urlop. Przekazałam Asi,  żeby za bardzo nie ulegała kaprysom Agisa, który jako najstarszy w rodzie miał już swoje dziwactwa. Gdyby się za bardzo kręcił miała go popędzić ścierką. Nie wiem, czy skorzystała z tej rady, ale nigdy się nie skarżyła. Agis również.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz