Gdy nadeszła wiosna i
zrobiło się już cieplej, wszystkie moje zwierzaki zostawały na zewnątrz i
biedna Alissa nie czuła się tak osamotniona.
Agis wylegiwał się
najczęściej w południowej stronie ogrodu i zjawiał się pod drzwiami
wejściowymi, gdy przyjeżdżałam do domu. Zwierzęta nie wadziły się i starały się
nie wchodzić sobie w drogę.
W czerwcu wykonałam remont: oddzieliłam moje piętro od parteru w starej
części domu zamurowując schody i przeprowadziłam się do świeżo zorganizowanej
kuchni.
Agis miał trochę kłopotów
logistycznych, gdyż przywykł do wskakiwania na parapet okna w starej kuchni.
Często go widywałam, jak tam wysiadywał, czekając aż mu otworzą. Z czasem
jednak przyzwyczaił się do korzystania z moich drzwi.
Latem nie było problemu,
bo w ciągu dnia drzwi były uchylone, gdy byłam w domu. Pan Kota więc wchodził i
wychodził kiedy chciał. Niestety, również wnosił do środka upolowane myszy,
których bezgłowe kadłubki zostawiał na mojej podłodze.
Często znikał na długie
godziny i podejrzewałam, że urzęduje w zdziczałym ogrodzie Pana Generała
naprzeciw naszej posesji; często pachniał starymi szmatami po powrocie, a wiem,
że jakieś wyleniałe piernaty leżały tam na werandzie po ostatnich lokatorach.
W końcu sierpnia udało się
w końcu wynająć mieszkanie Ceci w starej części domu. Lokator – Paweł nie miał
awersji do kotów, chociaż jego faworytką była Alissa, ze wzajemnością zresztą.
Na urodziny Agisa we
wrześniu zakupiłam mu budkę beżowo-brązową, ocieplaną trochę i miałam nadzieję,
że będzie z niej korzystał w mieszkaniu i przestanie mi kłaczyć wszystkie meble.
Niestety, Rudasek nie zaaprobował swojego domku.
Wystawiłam więc budkę na stół
stojący na werandzie w starej części domu i podłożyłam pod nią kocyk, żeby Pan
Kota miał schronienie w nocy, jeśli nie zdąży wrócić przed moim zlegnięciem w
łożu. Kilkakrotnie widziałam go w tej budce, gdy rano wypuszczałam moje psice
na włóczęgę. Więc jednak na coś się przydawała.
Po nocy spędzonej al
fresco Agis bardzo chętnie wracał do domu i pokrzepiwszy się jadłem, przesypiał
cały dzień w moim łóżku.
I tak mijały nam kolejne
dni i tygodnie.
W czerwcu 2012 zostawiłam
moją menażerię na tydzień pod opieką młodszej bratanicy oraz jej chłopaka i
wybrałam się na urlop. Przekazałam Asi,
żeby za bardzo nie ulegała kaprysom Agisa, który jako najstarszy w
rodzie miał już swoje dziwactwa. Gdyby się za bardzo kręcił miała go popędzić
ścierką. Nie wiem, czy skorzystała z tej rady, ale nigdy się nie skarżyła. Agis
również.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz